Co w Ciebie wstąpiło?!


Jednych trafia szlag galicyjski, innych strzela ku..ica, jeszcze inni eksplodują. Można też wyjść z siebie, albo się zagotować. Czarna magia? Nie, po prostu złość.

Narosło wiele nieporozumień, związanych ze złością. Jednym z największych jest przekonanie, że złość to jedna z kilku emocji podstawowych. No to prostujemy sprawę.

1) Co to jest złość?

Mimo. że stwarza pozory emocji, złosć to raczej sposób radzenia sobie z tym, co akurat się pod nią schowało. Wiecie już z poprzednich wpisów, że nie zawsze musimy być świadomi tego, jakie przeżywamy emocje (tutaj i tutaj). Właściwie, nawet często nie jesteśmy, bowiem umiejętność nazywania swoich emocji nie jest wrodzona. Musimy się jej nauczyć. Najlepiej, gdy stanie się to w dzieciństwie, ale dobrze, jeśli w ogóle się stanie, bez względu na wiek.

2) Co może kryć się pod złością?

Prawdziwe emocje. Takie, z którymi trudno jest nam się skonfrontować. Kilka przykładów:

a) lęk

Jak to mawiają – najlepszą obroną jest atak! Cóż, zależy, co jest naszym celem – zgnębienie drugiej strony czy dogadanie się. Jeśli to drugie, lepiej zainwestować energię w proces dojrzewania. Ale prawdą jest, że chęć ataku bardzo często pojawia się jako przykrywka lęku. Boimy się odrzucenia przez jakąś osobę i zaczyna nas ona denerwować, przestraszyliśmy się, że stracimy pracę i klniemy pod nosem na szefa. Jedziemy autem, czujemy niepokój, bo droga jest trudna i wpadamy w furię, wyzywając wszystkich kierowców dookoła. Z lęku schowanego pod złością niejedna pięść już wbiła się w ścianę i niejedna wojna wybuchła. C’est la vie!

b) smutek/cierpienie

Zachorowałam poważnie i niewiele mogę z tą choroba zrobić. Właściwie, to jedynym wyjściem jest zaakceptować to, co się dzieje i dopuścić do siebie cierpienie. Ale… to tak strasznie trudne! Zanim w takiej sytuacji jesteśmy w stanie przeżywać smutek najczęściej przechodzimy przez fazę wielkiej złości i niezgody (więcej o przebiegu akceptacji w sytuacji choroby przewlekłej poczytać możecie w pracach Elizabeth Kubler-Rose).

c) frustracja

Chcę zarabiać lepiej, bo mam kłopoty finansowe. Ale szef odmawia podwyżki. Nic nie mogę z tym zrobić, więc pojawia się… No właśnie, w dojrzałej wersji pojawia się bezradność, bezsilność i łzy. W wersji powszechnej – gniew (przez niektórych zwany wku.wem). Szlag nas trafia, gdy tylko widzimy szefa i złorzeczymy mu pod nosem. Schemat jest zawsze taki sam – sytuacja bez wyjścia, niezaspokojona potrzeba, brak zdolności do odczuwania bezradności (chwilowy brak, bądź permanentny) i w efekcie – atak. Czasami skierowany na innych, a czasami na siebie. Nie wiemy, co gorsze… (schemat ten opracował wybitny psycholog rozwojowy dr Gordon Neufeld).

Złość łatwiejsza jest do zniesienia niż łzy czy też po prostu siedzenie w smutku, lęku, z pełną akceptacją sytuacji. Ale to właśnie takie reakcje są najdojrzalszym sposobem ekspresji emocji. Kiedy jest nam smutno zdrową reakcją może być np. płacz, kiedy się boimy, naturalne jest przeżywanie tego lęku, nie zaś złości czy wstydu. Aby nie zmagać się z szeregiem “pozornych” emocji konieczna jest identyfikacja tych pierwotnych, konfrontacja z nimi oraz nauczenie się ich ekspresji. W innym wypadku emocje będziemy przykrywać jakimiś wyuczonymi reakcjami.

3) Czemu reagujemy złością, a nie wyrażamy prawdziwych emocji?

a) Bo w naszej kulturze nie ma za bardzo przyzwolenia na okazywanie trudnych emocji. Właściwie obecnie to publiczne harakiri. Boisz się czy smucisz? Jesteś mięczakiem! Frustrujesz się? Nie radzisz sobie w życiu! Wciąż jeszcze lepiej jest w świecie kobiet, ale je również powoli dotyka presja bycia zawsze “gotową do podboju świata”. Przekaz medialno-kulturowy jest klarowny – skoro makijaż ma być idealny, to nie możesz płakać; skoro liczą się ambicje i osiągnięcia, to nie możesz okazywać słabości; skoro Wojciechowska skacze sobie po górach, to jak możesz bać się jakiejś głupiej rozmowy!? No i te wszystkie udane życia ze zdjęć fejsowych… O zjawisku tłamszenia rozwoju emocjonalnego mężczyzn się rozpisywać nie będziemy, bo to już wiedza powszechna. Chłopaki przecież nie płaczą. Dodamy tylko, że presja ta wcale nie jest najsilniejsza obecnie w domach rodzinnych, lecz w grupach rówieśniczych. W “paczkach”, gdzie ABSOLUTNIE ZAWSZE musisz być cool. A jak nie, to jesteś pedał i pozamiatane. I nawet nie próbuj się z tego powodu wieszać, bo wtedy to cię dopiero wyśmiejemy!

b) Bo nikt nas nie nauczył cywilizowanych, dojrzalszych sposobów radzenia sobie z frustracją. Kiedy jakaś potrzeba nie jest zaspokojona – bezpieczeństwa, głodu czy jakakolwiek inna – pojawia się w nas frustracja. W świecie dzieci i innych gatunków wyrażana jest ona często poprzez krzyk, miotanie się, atak, wrzask. Te dwa rodzaje stworzeń nie potrafią w inny sposób poradzić sobie z tym, co się w nich pojawiło. Są impulsywne, a więc reagują na frustrację odruchowym zachowaniem. Dorosły człowiek bardzo często również nie potrafi. Za to dojrzały dorosły – tak. Taki osobnik przeżywa frustracę, ale nie odpala od razu złości. Kiedy frustruje się i może coś zmienić – robi to. Kiedy frustruje się i nie może nic zmienić – smuci się, boi, płacze, chwilowo zawiesza. Akceptuje stan rzeczy i po czasie rusza dalej.

c) Bo lęk, smutek, frustracja są zwyczajnie trudne do zniesienia. Zmierzenie się ze swoimi emocjami, oznacza zmierzenie się z tym, co nas boli. A więc i ze swoją wrażliwością. Wiąże się z opuszczeniem gardy i odrzuceniem na chwilę mechanizmu obronnego, jakim jest “zamrażanie odczuwania”. Żeby była jasność – ten mechanizm jest dobry. Istnieje po to, abyśmy mogli przetrwać, jeśli znajdziemy się w raniących nas warunkach. Niedobrze się jednak dzieje, kiedy po zmianie warunków wciąż jesteśmy w stanie zamrożenia i nie opuszczamy miecza. Takim właśnie mieczem jest też złość. Dodajmy, że dwustronnym – ranisz nim innych, a jeszcze bardziej siebie.

4) Czy złość może być pomocna?

Może nam się zdawać, że złość daje nam energię, niezbędną do obrony w sytuacji ataku. Do obrony przed niesprawiedliwością. Jak to się jednak dzieje, że inne gatunki, nie przeżywając złości, również potrafią nagle zwiększyć swój poziom energii i gotowość do walki? (niewtajemniczonym przypominamy – do odczuwania złości potrzebne jest zaawansowane funkcjonowanie kory przed-czołowej, która to cehca właściwa jest tylko ludziom). Tak naprawdę automatyczny, nieświadomy mechanizm uruchamiający stan gotowości aktywuje się najsilniej pod wpływem lęku. Gdy pies nas atakuje, to nie dlatego, że jest zezłoszczony, tylko dlatego, że poczuł się zagrożony, nie mając dokąd uciec. Albo dlatego, żeby się nas pozbyć, bo naruszamy w danej chwili jego strefę komfortu. On nie czuje urazy czy gniewu. Reaguje jedynie na tu i teraz, na frustrację, związaną z niezaspokojeniem jakiejś potrzeby. Co więcej, złość pojawia się w nas nie tylko wtedy, kiedy realnie nam coś grozi, ale też, kiedy jedynie czujemy się zagrożeni. Ze złości w sytuacji, na którą mamy wpływ jeszcze jakoś można coś dobrego wykuć (aczkolwiek nie jest to optymalne rozwiązanie). Ale kiedy złościmy się w sytuacji, będącej kompletnie poza naszą kontrolą – wtedy to jest już dosyć absurdalne 😉 I, powiedzmy sobie szczerze – na pewno nie świadczy o podjęciu jakiegoś planowanego, racjonalnego sposobu na zwiększenie w sobie poziomu energii. Świadczy o zwykłej impulsywności i nieumiejętności radzenia sobie z bezradnością (piszemy to bez osądzania, zwłaszcza, że jedno z nas samo ma wciąż w tym obszarze trudności 😉 A zatem – to nie złość daje nam energię, lecz emocje, które się pod nią kryją. Złość to jedynie mało skuteczne działanie pod wpływem tych emocji.

5) Czy złość da się kontrolować?

Złość przypomina trochę tsunami. Jeśli fala już ruszy naprawdę kiepskim pomysłem jest staranie się, aby ją zatrzymać. Zamiast prób kontrolowania czy powstrzymywania złości rozsądniej jest nauczyć się, jak w nią nie wpadać. Nie dlatego, że to coś niewłaściwego, tylko dlatego, że jest sporo innych opcji reakcji, które zwyczajnie bardziej się opłacają.

Ale o tym jak to ogarnąć w osobistym życiu dowiecie się za kilka dni, w drugiej części wpisu 🙂

Tymczasem zaś – życzymy Wam… weekendu pełnego autentyczności.

Niech moc będzie z Wami!

 

P.S. Dla tych, co wkurzyli się, czytając ten post – w naszej kulturze niewiele osób uczy swoje dzieci dojrzałych reakcji emocjonalnych. Przez wiele lat świadomość emocjonalna nie była najistotniejszym czynnikiem dla człowieka, bowiem pierwszeństwo miało przetrwanie wojen, napadów czy rewolucji. Nie będąc w dzieciństwie nauczonym, jak swoje emocje ogarniać trudno jest w dorosłym życiu wyjść z błędnego koła złości. Taką mamy historię i nie da się tego zmienić. Możemy za to zmieniać swoją teraźniejszość. Tak, aby za pięć lat odwrócić się, spojrzeć wstecz i móc powiedzieć: “Jejku, ależ ja się kiedyś złościłem! Dobrze, że te czasy już za mną!”.

Podobne wpisy


  • Ania

    Dziękuję za bardzo klarowny i wnikliwy tekst – kolejny krok w drodze do siebie.

    • Aniu, bardzo się cieszymy, że tak odebrałaś ten artykuł 🙂 Zachęcamy do proponowania nam tematów, o których chciałabyś przeczytać. Bardzo motywuje nas to do działania. Pozdrawiamy mocno!

      • Ania

        Jeśli mogę coś zasugerować, to byłby to temat rozeznania “prawdziwości” i wagi potrzeb emocjonalnych dziecka – chodzi mi przede wszystkim o odmawianie swojej obecności dziecku (3,5 roku), w sytuacji, gdy domaga jej się na każdym kroku, a próba pozostawienia go z tatą lub ostatnio nawet z ulubioną babcią i wyjście do sklepu nie wchodzą w grę bez zalanych łzami desperackich prób zatrzymania mnie przy sobie. Dodam, że pracuję, i syn od półtora roku zostawał codziennie z dziadkami, ale ostatnio byłam na miesięcznym zwolnieniu.
        Nie wierzę w “manipulację” rodzicami i chcę zaspokajać potrzebę bliskości syna, ale nie wiem, czy ustępując nawałnicy łez nie wyrządzam mu krzywdy. Mam wrażenie, że metoda wychodzenia mimo jego płaczu, którą kilkakrotnie zastosowaliśmy, nie sprawdza się długofalowo, mimo że faktycznie wkrótce po moim wyjściu syn przestaje płakać i bawi się z tatą.
        Z podobnych powodów “nie możemy” wrócić do przedszkola, mimo że pierwsze dwa razy syn wszedł na salę chętnie, później miał swoje argumenty, dlaczego nie chce tam chodzić i kolejne trzy razy odbyły się na siłę, na co z kolei ja nie mogę sobie psychicznie pozwolić, bo ciągnięcie własnego płaczącego inteligentnego i wrażliwego dziecka po podłodze na przedszkolnym korytarzu to nie dla mnie. Jednocześnie syn bardzo potrzebuje towarzystwa dzieci.
        Przepraszam za prywatę na forum i pozdrawiam Autorów, zazdroszcząc jasności umysłu, wiedzy
        i dystansu.

        • Aniu, zaproponowałaś bardzo dla nas ważny, choć przyznajemy, że nie najłatwiejszy temat. Już wpisaliśmy go na listę i z pewnością zrobimy o nim post. To, co napisałaś jest nam bardzo bliskie. Codziennie – w osobistym życiu i w pracy – borykamy się z wątpliwościami, gdzie przebiegają granice między rodzicielstwem bliskości, a wstrzymywaniem rozwoju dziecka przez chronienie go przed jego łzami. Na ten moment zdradzimy tylko, że jednym z kluczy jest to, na jakim etapie dojrzałości znajduje się dziecko (i nie chodzi tutaj o wiek, a raczej pisząc naukowo – o stopień zaawansowania rozwoju jego kory przedczołowej 😉 A przy okazji – dziękujemy za miłe słowa. Obyż tylko ta jasność umysłu i dystans były nam dostępne 24h! 😉 Pozdrawiamy mocno!

          • Ania

            Dziękuję za odpowiedź i czekam na kolejne teksty. Sporo podpowiedzi znalazłam w postach o zaspokajaniu potrzeb dziecka.
            Pozdrawiam!

    • Ania

      Jeśli mogę coś zasugerować, to