Czego potrzeba, aby móc się rozwijać?


Czasy są szybkie, więc i zmieniać chcemy się szybko. Niektórzy sugerują nawet, że z nimi można tego dokonać w 30 dni. To prawda. Właściwie, nawet tych 30 dni nie potrzeba, wystarczy 30 sekund! Tylko czy taka zmiana jest trwała? A przede wszystkim – ile przychodzi nam za nią zapłacić?

Tych trudniejszych kwestii w poradnikach celujących w tempo zmiany już raczej się nie porusza. Nie piszą tam, że jeśli jakiś nawyk zaspokaja nam głód bliskości to rezygnacja z niego może zakończyć się stanem depresyjnym. Nie piszą też, że walka naszej woli z emocjami zazwyczaj kończy się stłumieniem ekspresji i świadomości. Już nie gram ciągle w gry komputerowe, za to mam nieustannego doła. Już nie wrzeszczę wkurzona na ludzi dookoła, ale nie potrafię też odczuwać radości, mam bóle brzucha i zero motywacji do czegokolwiek.

Zmiana zachowania nie jest rozwiązaniem problemu, lecz jedynie zbiciem szybki alarmowej. Dziwi was to? Spójrzcie na poniższe przykłady:

  • Czy czujecie różnicę pomiędzy tym, że Mietek nie bije innych dzieci, bo ma wykształconą samokontrolę i nie chce ranić innych, a tym, że Boguś nie bije, bo boi się kary?
  • A czy czujecie różnicę między tym, że ktoś nie objada się, bo każdego dnia wygrywa walkę ze swoim impulsem jedzenia, a tym, że nie objada się, bo nie czuje takiej potrzeby?
  • Albo różnicę między tym, że partner robi dla nas coś miłego, bo wie, że tak “powinno” się robić w związku, a tym, że robi coś miłego, bo nas kocha i pragnie na różne sposoby okazywać nam swoje przywiązanie?

To właśnie są przykłady różnic pomiędzy powierzchownym rozwiązaniem, a rozwojem. Inaczej mówiąc – pomiędzy wytresowaniem (dziecka, siebie lub partnera) do określonego zachowania, a świadectwem realizowania swojego potencjału, jako człowieka. Podejście tresera sprawia, że doskonale wiemy, co mamy robić, tylko jakoś tak to nie wystarcza, aby zawsze CHCIEĆ tak właśnie się zachować. Najczęściej też podejście to przyczynia się do wstrzymania procesu rozwoju.

Człowiek nie jest prostym systemem komputerowym. Głęboka transformacja nie ma zatem szans nastąpić w ciągu jednej chwili. Do realnego rozwoju potrzebujemy dwóch rzeczy: czasu i warunków.

 

Czas

Wszystko, czego się uczymy potrzebuje utrwalić się w naszym mózgu. Z zewnątrz nauka może wyglądać jak wprowadzanie określonego zachowania w życie. W istocie jednak jej sens jest zupełnie inny. To wypracowywanie określonych systemów, połączeń nerwowych, których istnienie owocuje określonym zachowaniem. Nie to, co widoczne na pierwszy rzut oka jest sednem sprawy, lecz to, co ukryte. Rozwój rozpoznamy po zmianie w obszarze intencji, motywacji czy emocji.

Warunki

Odpowiednie do rozwoju warunki to takie, dzięki którym rozwój ten odbywa się samoistnie, spontanicznie, bez nacisku i nadludzkich wysiłków. Ważne jest tutaj kilka elementów:

a) Gotowość do zmiany

Na szczęście łatwo ją rozpoznać. Gdy dziecko jest gotowe uczyć się chodzić, zaczyna próbować. Gdy jest gotowe uczyć się mówić – pojawiają się spontanicznie pierwsze głoski. Gdy dorosły jest gotowy ruszyć naprzód zaczyna czytać, poszukiwać informacji na dany temat, konsultować się. Jest otwarty na wiedzę. Zaczyna nawet używać określonych słów, tzw. “języka zmiany”, np. “Zamierzam…” czy “Planuję…”. Jeśli nie jesteśmy gotowi na kolejny etap rozwoju naciski mogą jednie zaszkodzić (podobnie jak dziecku szkodzi zmuszanie go do chodzenia, jeśli jego kości nie są dostatecznie silne). Na wszystko jest czas i miejsce i żadne nasze pragnienia tego faktu nie zmienią.

b) Funkcjonowanie w trybie rozwoju

Nasze mózgi mogą funkcjonować w dwóch trybach – obronnym, albo rozwojowym. Nigdy w obu trybach jednocześnie. W trybie obronnym nasz mózg jest nastawiony na przetrwanie, a nie nabywanie nowej wiedzy. Przejawia się to już na poziomie komórkowym – kiedy komórki walczą z jakimś drobnoustrojem, to nie mogą się jednocześnie dzielić i tworzyć nowej komórki. W skali makro – kiedy jesteśmy w żałobie, przechodzimy ciężką chorobę czy straciliśmy pracę zazwyczaj jesteśmy właśnie w trybie obronnym. Kiedy trwamy w toksycznym związku czy wykańczającej nas psychicznie pracy – również walczymy o przetrwanie. Nasz rozwój jest wtedy znacznie spowolniony, czasami całkowicie zahamowany.

c) Zaspokojone podstawowe potrzeby

Ten podpunkt wiąże się ściśle z poprzednim, bowiem najczęściej niezaspokojenie podstawowych potrzeb wprowadza nas w tryb obronny. Ciężko myśleć o nauce, gdy umieramy z pragnienia. Warto zdać sobie sprawę z tego, że ludzie mają znacznie więcej podstawowych potrzeb, aniżeli te fizjologiczne. Np. potrzebę bezpieczeństwa czy więzi (więcej znajdziecie o tym w teorii hierarchii potrzeb A. Maslowa). Optymalne warunki do rozwoju to takie, w których te podstawowe potrzeby mamy zaspokojone. Stan taki wiąże się z gotowością do rozwoju.

Może to niektórych zmartwić, ale nie możemy się rozwijać tylko dlatego, że nagle tego zapragniemy. Żadne postanowienia niewiele tu zdziałają, bowiem rozwoju nie inicjuje się aktem woli. Czy oznacza to, że nie mamy wpływu na własne życie? Mamy. I to wielki. Ale nie poprzez zmuszanie się do zmiany zachowania. Nie poprzez ćwiczenie siły woli i wypisywanie sobie postanowień na tablicy korkowej.

Najlepsze, co możemy zrobić, jeśli pragniemy rozwoju, to zapewnić sobie do niego optymalne warunki. Dokładnie takie, jakich potrzebuje do pięknego rozwoju małe dziecko.

A zatem potrzebujemy:

  • realnych, głębokich więzi z bliskimi, dających nam poczucie akceptacji, uznania, przynależności,
  • możliwości wyrażania emocji w bezpiecznych warunkach, wolnych od osądu i groźby utraty bliskości,
  • mieć zaspokajane podstawowe potrzeby fizjologiczne,
  • przebywać w środowisku, w którym czujemy się bezpieczni, w którym jesteśmy wolni od ciągłych zranień, przekraczających naszą zdolność radzenia sobie,
  • mieć zachowaną wrażliwość, a zatem być wolni od stanu obronności, zamrożenia emocjonalnego (czyli potrzebujemy np. czuć się smutni, gdy zdarzy się coś złego, zranieni, gdy ktoś nas skrzywdzi, wkurzeni, gdy jesteśmy potraktowani nie fair, pełni nadziei, gdy czegoś oczekujemy, wypełnieni, gdy mamy zaspokojoną potrzebę bliskości),
  • być zdolni do przeżywania frustracji, kiedy jesteśmy w trudnej sytuacji poza naszą kontrolą oraz do płaczu z tego powodu (więcej o tym tutaj)

Wszystkie te elementy składają się na zdumiewającą cechę, której poziom zaawansowania wyróżnia nas spośród innych gatunków. Zdolność do adaptacji. Adaptacji nie w rozumieniu dostosowywania się do okoliczności poprzez ich zmianę, lecz w rozumieniu naszej wewnętrznej transformacji, czyli właśnie rozwoju. Warto o tym pamiętać, bowiem dojrzewanie nie jest czymś nieuniknionym i może nas zwyczajnie… ominąć. Rozwój potrzebuje konkretnego wsparcia, aby móc zabłysnąć jasnym światłem i wskazywać nam drogę do poczucia harmonii. Bez tego wsparcia możemy na zawsze pozostać małym nasionkiem. Z wielkim, ale wciąż ukrytym potencjałem…

U góry: graffiti niezastąpionego Banksy’ego.

Podobne wpisy