Czy warto być egoistą?

Podziel się z:

FacebookTwitterGoogleTumblrEmail this page


Któż z nas nie usłyszał nigdy, że jest egoistą? Niechaj rzuci kamieniem! Kto nigdy tak o sobie nie pomyślał? Niechaj rzuci drugim! A jak już zmęczycie się rzucaniem, “pocznijcie” sobie i posłuchajcie. O tym, że być egoistą wcale takie złe nie jest, jak nam to próbują wmówić zwolennicy altruizmu…

Życie może trwać tylko wtedy, gdy dana jednoska nieustannie, w każdej sekundzie podejmuje działania na rzecz utrzymania tego życia. Gdy człowiek, borsuk czy tulipan oddychają wypuszczają korzonki czy też jedzą. Podtrzymywanie życia oznacza dbałość o nie i poszukiwanie jak najlepszych warunków do rozwoju. A zatem – pełna definicja egoizmu w swym pierwotnym znaczeniu.

Egoizm to troska o siebie samego.

Nadrzędnym celem każdej istoty żywej jest o to swoje życie dbać. Co istotne, w wielkiej mierze dzieje się to poza czyjąkolwiek wolą! Nasze organizmy same podejmują taką decyzję. Jasne, możemy im to świadomie utrudniać (jak np. ktoś, kto podejmuje restrykcyją głodówkę na tle politycznym), ale i tak ciało będzie tak długo walczyło o życie, jak tylko będzie w stanie (np. będzie drastycznie zwalniało metabolizm, żeby wytrwać ten głód). Organizm ludzki ma automatyczne sygnały przyjemności i bólu, dające mu znać o dobrym, bądź złym samopoczuciu fizycznym. To barometr pokazujący, czy znajdujemy się bliżej życia czy śmierci. W kontekście emocjonalnym barometr ten pokazuje nam poprzez poczucie dobrostanu lub cierpienie czy jest nam dobrze czy źle.

Działanie przeciwko egoizmowi to zatem działanie przeciwko siłom i prawom natury oraz życia, które ona stworzyła, jak pisała Ayn Rand w swym fenomenalnym dziele “Cnota egoizmu”. To wspieranie procesów degeneracyjnych, nie zaś życiowych.

Młodziutka Ayn Rand
Młodziutka Ayn Rand

W naszej kulturze istnieje niezwykły wręcz kult altruizmu. Podziwiamy tych, którzy się podobno poświęcają (o braku sensu idei poświęcania się pisaliśmy tutaj). Wynosimy pod niebiosa “świętych”, co oddali życie dla dobra ludzkości (przynajmniej tak to postrzegali, gdy szli “pod gilotynę”, jak wiemy, niestety, nie zawsze mieli rację…). Na historii z szacunkiem uczy się dzieci biografii tych, co dobro innych mieli na pierwszym miejscu. Z kolei to, co błędnie postrzegane jest jako przeciwieństwo altruizmu – egoizm – jest silnie piętnowane.

Czy promujemy zatem myślenie tylko o sobie i przysłowiowe “wdupiemienie” wszystkich wokoło? Abolutnie nie! To, że troszczę się o siebie nie musi oznaczać, że nie troszczę się o innych!

Owszem, na początkowym etapie życia człowieka i jego świadomości troska o siebie oznacza zaspokajanie swoich głębokich potrzeb. Z czasem dziecko zaczyna mieć też potrzeby, których nie zaspokojenie wcale nie przyniesie mu większej straty (np. setny zestaw klocków lego). Wtedy to taki maluch zaczyna się powoli uczyć, że troska o siebie samego nie musi być realizowana kosztem innych. Zaczyna szukać rozwiązań, które przyniosą korzyści nie tylko jemu, ale też jego otoczeniu. Wciąż jest to egoizm. Nadal motywatorem jest zaspokojenie własnych potrzeb. Jednakże poziom rozwoju dziecka sprawia, że jest ono już w stanie dotrzegać ważny fakt – bez ludzi wokół siebie daleko nie zajdzie. To właśnie dzięki procesowi dojrzewania dziecko zaczyna rozumieć, że najlepszą wersją dbania o siebie samego jest nie tylko umiejętność zaposkajania własnych potrzeb, zapewnianie sobie najlepszych warunków do życia, ale jednocześnie dbałość o swoich pobratymców w takim stopniu, który zapewnia względny dobrostan wszystkim członkom danej społeczości. Potrzebujemy innych ludzi nie tylko do rozwoju, rozmnażania się, współpracy w budowaniu, zapewnianiu sobie bezpieczeństwa, bytu, ale również w takich aspektach jak kontakt fizyczny, cielesny. Badania z zakresu neuroendokrynologii pokazują, że w sytuacjach bliskości z drugim człowiekiem nasze organizmy wytwarzają m.in. endorfiny, nazywane hormonami szczęścia.

W naszej kulturze jednak dzieciom od małego powtarza się “Nie bądź egoistą”, “Trzeba się dzielić”. Kto rzuca takie teksty nie dba często o to, co właściwie się za nimi kryje. Co dziecko rozumie, gdy to słyszy. Nie dba również o to, czy dziecko zwyczajnie zdążyło już dojrzeć do zdolności dostrzegania korzyści nie tylko z dbania o swoje dobro, ale też z dbania o dobro swoich bliskich.

A co z kolei schowane jest pod płaszczykiem pięknych słów o altruizmie? 

  • oczekiwanie, że życie innych będzie dla nas ważniejsze niż nasze życie, a zatem, że sprzeciwimy się podstawowym prawom natury;
  • założenie, że człowiek nie ma prawa do życia, którego głównym celem jest samo to życie i jego podtrzymanie na jak najlepszym poziomie;
  • niedocenianie stadnej natury człowieka (altruizm zakłada, że człowieka trzeba namawiać do dbania o innch, bo sam z siebie tego robić nie chce);
  • założenie, że śmierć dla dobra innych jest najwyższą wartością, a skoro tak, to jest dla nas wzorem do naśladowania (?!);
  • założenie, że “wyrzeczenia, rezygnacja, samozaparcie i każda inna forma cierpienia, łącznie z samounicestwieniem, stanowią cnoty altruistyczne”, jak barwnie opisuje to Ayn Rand;
  • założenie, że cnota ludzka jest tym większa, im bardziej się on poświęca, czyli składa w ofierze swoje najwyższe wartości, rezygnuje z nich, czy też je zdradza;

Idąc tym tropem – jeśli poświęcę jedną z moich najwyższych wartości, życie mojej Córki, wytnę jej nerkę i dam obcemu dziecku, to powinnam zostać święta… Ta myśl i to zdanie są dla mnie tak przerażające, że aż mi ciary po plecach chodzą! Ale zostawię je, bo o to właśnie chodzi – o jak najlepsze ukazanie nie tylko absurdalności założeń etyki altruizmu, ale przerażających konsekwencji, jakie za sobą niesie. Za działanie wbrew swoim podstawowym naturalnym mechanizmom płacimy bowiem ogromną cenę. Przestajemy być w pełni sobą, a zaczynamy dopasowywać własną egzystencję do tego, jaka wizja człowieka wspierana jest przez normy społeczne w naszym otoczeniu. I to nie przez jakieś uniwersalne zasady, lecz przez te modne akurat w tej epoce i w tej kulturze. Przestajemy żyć w zgodzie z naszymi naturalnymi instynktami, słuchać sygnałów swojego ciała. Zahamowujemy rozwój dzieci, oczekując od nich tego, do czego jeszcze nie miały prawa dojrzeć. Sprzeniewierzamy się życiu samemu w sobie.

Ale można inaczej. Można starać się być racjonalnym, dojrzałym egoistą. Troszczyć się o siebie i o swoich najbliższych (zakładając, że stanowią oni dla nas wartość). Przedkładać wartości wyższe, ponad niższe, a nie odwrotnie. 

Jak możemy bowiem mówić o wolnym społeczeństwie, przedstawiać wolną wolę jako najwyższe prawo i jednocześnie najdonioślejszą cechę człowieka, skoro narzuca nam się etykę altruizmu i tym samym konieczność pomagania innym?

„Korzystaliście ze strachu jako broni i przynosiliście śmierć człowiekowi jako karę za odrzucanie waszej moralności. My proponujemy mu życie jako wynagrodzenie za akceptację naszej moralności.” John Galt z “Atlas Shrugged”

A dla tych, którzy wciąż wątpią w niszczącą siłę, jaką jest wymaganie od ludzi, aby byli altruistami kilka pytań:

  • Czy twoje dziecko byłoby ci wdzięczne i szczęśliwe, gdybyś poświęcił swoje życie, zostawiając je osierocone?
  • Czy twoi rodzice byliby szczęśliwi, gdybyś oddał życie, ratując kogoś obcego? A jeśli tak – jak byś się czuł z taką ich reakcją?
  • Czy chciałbyć, aby twoje dziecko poświęciło swoje życie dla ratowania obcych ludzi?

a w końcu:

  • Skąd w tobie przekonanie, że altruizm jest dobry dla społeczeństwa? Bo jeśli  przekonanie to ani nie jest wynikiem racjonalnego myślenia, ani nie jest wzniesnione na prawach natury, to być może jest po prostu kiepskim, choć popularnym pomysłem, który kiedyś ktoś ci sprzedał?

Podobne wpisy