Czy warto być egoistą?


Któż z nas nie usłyszał nigdy, że jest egoistą? Niechaj rzuci kamieniem! Kto nigdy tak o sobie nie pomyślał? Niechaj rzuci drugim! A jak już zmęczycie się rzucaniem, “pocznijcie” sobie i posłuchajcie. O tym, że być egoistą wcale takie złe nie jest, jak nam to próbują wmówić zwolennicy altruizmu…

Życie może trwać tylko wtedy, gdy dana jednoska nieustannie, w każdej sekundzie podejmuje działania na rzecz utrzymania tego życia. Gdy człowiek, borsuk czy tulipan oddychają wypuszczają korzonki czy też jedzą. Podtrzymywanie życia oznacza dbałość o nie i poszukiwanie jak najlepszych warunków do rozwoju. A zatem – pełna definicja egoizmu w swym pierwotnym znaczeniu.

Egoizm to troska o siebie samego.

Nadrzędnym celem każdej istoty żywej jest o to swoje życie dbać. Co istotne, w wielkiej mierze dzieje się to poza czyjąkolwiek wolą! Nasze organizmy same podejmują taką decyzję. Jasne, możemy im to świadomie utrudniać (jak np. ktoś, kto podejmuje restrykcyją głodówkę na tle politycznym), ale i tak ciało będzie tak długo walczyło o życie, jak tylko będzie w stanie (np. będzie drastycznie zwalniało metabolizm, żeby wytrwać ten głód). Organizm ludzki ma automatyczne sygnały przyjemności i bólu, dające mu znać o dobrym, bądź złym samopoczuciu fizycznym. To barometr pokazujący, czy znajdujemy się bliżej życia czy śmierci. W kontekście emocjonalnym barometr ten pokazuje nam poprzez poczucie dobrostanu lub cierpienie czy jest nam dobrze czy źle.

Działanie przeciwko egoizmowi to zatem działanie przeciwko siłom i prawom natury oraz życia, które ona stworzyła, jak pisała Ayn Rand w swym fenomenalnym dziele “Cnota egoizmu”. To wspieranie procesów degeneracyjnych, nie zaś życiowych.

Młodziutka Ayn Rand
Młodziutka Ayn Rand

W naszej kulturze istnieje niezwykły wręcz kult altruizmu. Podziwiamy tych, którzy się podobno poświęcają (o braku sensu idei poświęcania się pisaliśmy tutaj). Wynosimy pod niebiosa “świętych”, co oddali życie dla dobra ludzkości (przynajmniej tak to postrzegali, gdy szli “pod gilotynę”, jak wiemy, niestety, nie zawsze mieli rację…). Na historii z szacunkiem uczy się dzieci biografii tych, co dobro innych mieli na pierwszym miejscu. Z kolei to, co błędnie postrzegane jest jako przeciwieństwo altruizmu – egoizm – jest silnie piętnowane.

Czy promujemy zatem myślenie tylko o sobie i przysłowiowe “wdupiemienie” wszystkich wokoło? Abolutnie nie! To, że troszczę się o siebie nie musi oznaczać, że nie troszczę się o innych!

Owszem, na początkowym etapie życia człowieka i jego świadomości troska o siebie oznacza zaspokajanie swoich głębokich potrzeb. Z czasem dziecko zaczyna mieć też potrzeby, których nie zaspokojenie wcale nie przyniesie mu większej straty (np. setny zestaw klocków lego). Wtedy to taki maluch zaczyna się powoli uczyć, że troska o siebie samego nie musi być realizowana kosztem innych. Zaczyna szukać rozwiązań, które przyniosą korzyści nie tylko jemu, ale też jego otoczeniu. Wciąż jest to egoizm. Nadal motywatorem jest zaspokojenie własnych potrzeb. Jednakże poziom rozwoju dziecka sprawia, że jest ono już w stanie dotrzegać ważny fakt – bez ludzi wokół siebie daleko nie zajdzie. To właśnie dzięki procesowi dojrzewania dziecko zaczyna rozumieć, że najlepszą wersją dbania o siebie samego jest nie tylko umiejętność zaposkajania własnych potrzeb, zapewnianie sobie najlepszych warunków do życia, ale jednocześnie dbałość o swoich pobratymców w takim stopniu, który zapewnia względny dobrostan wszystkim członkom danej społeczości. Potrzebujemy innych ludzi nie tylko do rozwoju, rozmnażania się, współpracy w budowaniu, zapewnianiu sobie bezpieczeństwa, bytu, ale również w takich aspektach jak kontakt fizyczny, cielesny. Badania z zakresu neuroendokrynologii pokazują, że w sytuacjach bliskości z drugim człowiekiem nasze organizmy wytwarzają m.in. endorfiny, nazywane hormonami szczęścia.

W naszej kulturze jednak dzieciom od małego powtarza się “Nie bądź egoistą”, “Trzeba się dzielić”. Kto rzuca takie teksty nie dba często o to, co właściwie się za nimi kryje. Co dziecko rozumie, gdy to słyszy. Nie dba również o to, czy dziecko zwyczajnie zdążyło już dojrzeć do zdolności dostrzegania korzyści nie tylko z dbania o swoje dobro, ale też z dbania o dobro swoich bliskich.

A co z kolei schowane jest pod płaszczykiem pięknych słów o altruizmie? 

  • oczekiwanie, że życie innych będzie dla nas ważniejsze niż nasze życie, a zatem, że sprzeciwimy się podstawowym prawom natury;
  • założenie, że człowiek nie ma prawa do życia, którego głównym celem jest samo to życie i jego podtrzymanie na jak najlepszym poziomie;
  • niedocenianie stadnej natury człowieka (altruizm zakłada, że człowieka trzeba namawiać do dbania o innch, bo sam z siebie tego robić nie chce);
  • założenie, że śmierć dla dobra innych jest najwyższą wartością, a skoro tak, to jest dla nas wzorem do naśladowania (?!);
  • założenie, że “wyrzeczenia, rezygnacja, samozaparcie i każda inna forma cierpienia, łącznie z samounicestwieniem, stanowią cnoty altruistyczne”, jak barwnie opisuje to Ayn Rand;
  • założenie, że cnota ludzka jest tym większa, im bardziej się on poświęca, czyli składa w ofierze swoje najwyższe wartości, rezygnuje z nich, czy też je zdradza;

Idąc tym tropem – jeśli poświęcę jedną z moich najwyższych wartości, życie mojej Córki, wytnę jej nerkę i dam obcemu dziecku, to powinnam zostać święta… Ta myśl i to zdanie są dla mnie tak przerażające, że aż mi ciary po plecach chodzą! Ale zostawię je, bo o to właśnie chodzi – o jak najlepsze ukazanie nie tylko absurdalności założeń etyki altruizmu, ale przerażających konsekwencji, jakie za sobą niesie. Za działanie wbrew swoim podstawowym naturalnym mechanizmom płacimy bowiem ogromną cenę. Przestajemy być w pełni sobą, a zaczynamy dopasowywać własną egzystencję do tego, jaka wizja człowieka wspierana jest przez normy społeczne w naszym otoczeniu. I to nie przez jakieś uniwersalne zasady, lecz przez te modne akurat w tej epoce i w tej kulturze. Przestajemy żyć w zgodzie z naszymi naturalnymi instynktami, słuchać sygnałów swojego ciała. Zahamowujemy rozwój dzieci, oczekując od nich tego, do czego jeszcze nie miały prawa dojrzeć. Sprzeniewierzamy się życiu samemu w sobie.

Ale można inaczej. Można starać się być racjonalnym, dojrzałym egoistą. Troszczyć się o siebie i o swoich najbliższych (zakładając, że stanowią oni dla nas wartość). Przedkładać wartości wyższe, ponad niższe, a nie odwrotnie. 

Jak możemy bowiem mówić o wolnym społeczeństwie, przedstawiać wolną wolę jako najwyższe prawo i jednocześnie najdonioślejszą cechę człowieka, skoro narzuca nam się etykę altruizmu i tym samym konieczność pomagania innym?

„Korzystaliście ze strachu jako broni i przynosiliście śmierć człowiekowi jako karę za odrzucanie waszej moralności. My proponujemy mu życie jako wynagrodzenie za akceptację naszej moralności.” John Galt z “Atlas Shrugged”

A dla tych, którzy wciąż wątpią w niszczącą siłę, jaką jest wymaganie od ludzi, aby byli altruistami kilka pytań:

  • Czy twoje dziecko byłoby ci wdzięczne i szczęśliwe, gdybyś poświęcił swoje życie, zostawiając je osierocone?
  • Czy twoi rodzice byliby szczęśliwi, gdybyś oddał życie, ratując kogoś obcego? A jeśli tak – jak byś się czuł z taką ich reakcją?
  • Czy chciałbyć, aby twoje dziecko poświęciło swoje życie dla ratowania obcych ludzi?

a w końcu:

  • Skąd w tobie przekonanie, że altruizm jest dobry dla społeczeństwa? Bo jeśli  przekonanie to ani nie jest wynikiem racjonalnego myślenia, ani nie jest wzniesnione na prawach natury, to być może jest po prostu kiepskim, choć popularnym pomysłem, który kiedyś ktoś ci sprzedał?

Podobne wpisy


  • pigeon_pigeon

    “Skąd w tobie przekonanie, że altruizm jest dobry dla społeczeństwa?”
    odpowiadając na Wasze pytanie: właśnie dzięki altruizmowi możliwe jest istnienie i funkcjonowanie zdrowego społeczeństwa; społeczeństwa jako wspólnoty, nie jako zgrupowania ludzi zajmujących ten sam teren geograficzny, nie mających poza tym nic ze sobą wspólnego.
    Dla mnie altruizm ma inną definicję niż ta zaprezentowana w waszym tekście. Przede wszystkim nie jest to rezygnacja ze swoich najwyższych wartości, ale właśnie działanie w ich imię. Ktoś kto oddaje za drugiego człowieka życie nie rezygnuje z najwyższej wartości jaką jest jego życie, dla niego tą nadrzędną wartością jest życie tej drugiej osoby.

    Jednak altruizm to nie zawsze oddawanie życia, lecz zwykła życzliwość i postawienie siebie od czasu do czasu na drugim miejscu, zrezygnowanie w jakimś stopniu ze swojego szczęścia, by umożliwić to szczęście innym, nigdy rezygnacja z wartości dla siebie fundamentalnych.

    Nie tylko samorealizacja przynosi szczęście, umożliwianie jej drugiemu człowiekowi też uszczęśliwia. Dając i rezygnując z czegoś tak naprawdę zyskujemy, ale nie może to być motywacją naszego postępowania.
    Sprzedaż nerki własnego dziecka, by uratować inne to nie jest altruizm, ale jego kompletne niezrozumienie. Bo altruizm NIGDY nie dotyczy poświęcania kogoś. Co najwyżej samego siebie.
    Pomaganie innym tylko wtedy kiedy nam się to opłaca i widzimy w tym korzyść dla siebie, kształtuje wypaczonego człowieka i w konsekwencji wypaczone społeczeństwo.

    • Joanna Bylinka-Stoch

      Jeśli najwyższą wartością dla kogoś jest życie drugiego człowieka i oddaje swoje, aby ten ktoś mógł żyć to również jest dla nas egoizm. Wybieram SWOJE najwyższe wartości. Spójrzmy na taką sytuację: dwoje ludzi, kochających się mocno i nie wyobrażających sobie życia bez siebie. Niestety, jedno musi umrzeć, aby mogło żyć drugie. Obojętne, kto umrze, a kto przeżyje. Dla obojga najwyższą wartością jest życie tej drugiej osoby. Zgodnie z tym ta właśnie osoba, która umrze będzie kierowała się egoizmem, ponieważ: 1) będzie miała szansę postąpić w zgodzie ze swoimi wartościami 2) nie będzie musiała żyć później w cierpieniu tęsknoty za ukochaną osobą. Za to druga osoba: 1) będzie musiała postąpić w sprzeczności ze swoimi wartościami, 2) będzie żyła w bólu straty i tęsknoty. Bardziej egoistyczne wydaje się z tej perspektywy pierwsze zachowanie. I mam tu na myśli – egoistyczne, czyli wcale nie niemoralne. Taki właśnie jest przekaz tekstu – egoizm nie musi oznaczać myślenia tylko o sobie, bowiem w większości sytuacji w życiu można dbać o siebie jednocześnie dbając mocno o innych ludzi. A w tych, w których nie da się tego połączyć egoizm może oznaczać chociażby oddanie za kogoś życia.

      Jeśli chodzi o szczęście – myślę, że ze szczęścia się nie da zrezygnować. Da się odpuścić chwilowe zadowolenie, poczucie komfortu, ale nie szczęście. Poczucie szczęścia nie jest bowiem zależne od chwilowej decyzji i chwilowego stanu.

      Ponadto, skoro decyduję w danym momencie, że rezygnuję ze swojego komfortu na rzecz komfortu innej osoby to dla mnie również jest egoistyczna decyzja. To ja wybieram, kieruję się tym, na co mam akurat ochotę, czyli w tym wypadku na rezygnację ze swojej potrzeby. Gdzie tu poświęcenie, skoro to ja wybrałam sobie takie zachowanie w danej chwili, w zgodzie ze swoją aktualną potrzebą?

      Zgadzam się, że pomaganie innym tylko kiedy nam się to opłaca to wypaczenie natury człowieka i spłeczeństwa. W definicji egoizmu, który zaprezentowaliśmy o to właśnie chodzi. Że z natury człowiek ma potrzebę pomagania tylko dla samego pomagania. Nie trzeba mu wtłaczać do głowy konieczności altruizmu, ponieważ on chce pomagać już od urodzenia. Obserwując półtoraroczne dziecko widzimy odruch podnoszenia przedmiotu, gdy komuś coś upadnie. Taki maluch reaguje tak nawet nigdy nie uczony, że trzeba pomagać. Wydaje mi się, że pragnienie wspierania innych i zaspokajania ich potrzeb mamy po prostu w pewnym stopniu wrodzone. Potwierdzają to badania z zakresu psychologii morlaności. Warto to rozwijać, a nie tłumić. Warto stwarzać dziecku takie warunki, aby ta cecha mogła rozkwitać sama, bez nacisków społecznych na ideę poświęcania się.

      Patrząc na Twoje słowa wydaje mi się, że możemy mieć na myśli coś bardzo podobnego, tylko inaczej to ujmujemy 🙂 O ile dobrze zrozumiałam – uważasz, że dbanie tylko o swoje potrzeby jest niewłaściwe i warto pomagać dla samego pomagania, a nie ukrytych korzyści. My tak samo. Nazywamy to jednak egoizmem, a nie altruizmem. Egoizmem w swoim pierwotnym znaczeniu, a nie tym zniekształconym przez naszą kulturę.

      Dziękujemy za komentarz! Bardzo zależy nam na tym, aby blog żył i motywował do rozważań, a nam samym otwierał oczy na różne sprawy. A to możliwe jest tylko dzięki współtworzeniu go przez innych ludzi 🙂

      • pigeon_pigeon

        Zgadzam się że do pewnego momentu egoizm jest naturalny i potrzebny i nie można go kategoryzować jako coś, co trzeba kompletnie wyplenić z człowieka. I zgodziłabym się z Waszym ujęciem sprawy gdyby nie jeden szczegół, moim zdaniem bardzo istotny.

        “Ponadto, skoro decyduję w danym momencie, że rezygnuję ze
        swojego komfortu na rzecz komfortu innej osoby to dla mnie również jest
        egoistyczna decyzja. To ja wybieram, kieruję się tym, na co mam akurat ochotę, czyli w tym wypadku na rezygnację ze swojej potrzeby.”

        Dla mnie egoistyczna decyzja nigdy nie równa się z rezygnacją z własnego
        komfortu. W przytoczonym przez Ciebie przykładzie może i działamy mając na celu swoją potrzebę jaką jest zapewnienie bezpieczeństwa innym(co zawiera się w definicji egoizmu) jednak w momencie w którym rezygnujemy z własnego komfortu, egoizm się kończy.

        I nie jest to kierowanie się tym “na co akurat mam ochotę” bo nikt nigdy nie ma ochoty na rezygnację z własnego komfortu. Jest to zawsze pewien
        TRUD ( poświęcenie to może trochę przesadzone i negatywnie zabarwione słowo) , gdyby rezygnacja z własnego komfortu przychodziła człowiekowi łatwo, świat byłby zbyt prosty i piękny.

        Matka niemowlęcia zrywająca się z łóżka kilkakrotnie podczas każdej nocy jest potem całymi dniami zmęczona i wyczerpana, ale podejmuje ten trud nawet się nie zastanawiając dwa razy, bo wie, że dziecko jej potrzebuje. Jednak ta matka nigdy nie powie, że ma ochotę zrywać się
        z tego łóżka. Egoizmem w tej sytuacji byłoby zadbanie o swoją potrzebę
        (zadbanie o dziecko),ale i o swój komfort, czyli hipotetycznie wynajęcie niani,
        która nocą czuwałaby przy dziecku.

        • Joanna Bylinka-Stoch

          “W momencie, kiedy rezygnujemy z własnego komfortu egoizm się kończy.” Wydaje mi się, że skoro 2-letnie dziecko, nigdy nie uczone altruizmu, za to wciąż będące w początkowej fazie egoizmu jest w stanie zrezygnować odruchowo z własnego komfortu i zerwać się z kanapy, by podnieść łyżkę, która upadła mamie to jednak rezygnacja z komfortu nie musi oznaczać końca egoizmu.

          A co do tematu poświęcania – zapraszamy na nasz wpis tutaj – http://thegoodquestion.pl/w-dodatku-nigdy-sie-nie-poswiecam/ Dbanie o swoje własne dziecko wydaje nam się obojgu czystym egoizmem, ponieważ nie wyobrażamy sobie większego daru dla nas niż rodzicielstwo. Oczywiście, że zrywanie się w nocy jest trudem i nie jest przyjemne, ale o wiele trudniejsze i mniej przyjemne byłoby dla mnie nie zerwanie się. Właśnie dlatego, że moją ogromną, głęboką potrzebą jest dbać o swoje dziecko. A zatem – póki co wciąż obstajemy przy swojej definicji 🙂

  • Marzanna

    “My – kto to jest” to pierwszy rozdział świetnej książki Geralda Hunthera o istnieniu ludzkości,człowieka i świadomości. Inne ujęcie egoizmu i altruizmu, nawet nie ma tam chyba tych wyrazów 😉 Kora przedczołowa to nowa część mózgu, można bez niej przezyć- czyli jeść, oddychać i kopulować. Jest ona kształtowana przez “MY”!

    • Joanna Bylinka-Stoch

      Marzanno, brzmi bardzo ciekawie i od razu mam ochotę przeczytać, ale nie mogę tego odnaleźć. Czy mogłabyś mi podać dokładny tytuł?

      • Marzanna

        : Kim jestesmy- a kim moglibyśmy być” wydaw. Nowe ściezki edukacji.

        • Joanna Bylinka-Stoch

          Dziękuję bardzo i pozdrawiam jesiennie, ale ciepło 🙂