Dojrzałość w rodzicielstwie (Szczepić czy nie?)


Zalewa nas masa sprzecznych informacji. Takie czasy. Jedni są za feminizmem i gender, inni za tradycyjnym podziałem ról. Z lewej uchodźcy witani chlebem i solą, z prawej zaś bagnetami. Jedni mówią – “Szczepić, szczepić od rana do wieczora, na wszystko i wszędzie i w każdych okolicznościach, bo to ratunek ludzkości ta szczepionka!”. A drudzy – “Spisek, spisek przeciwko nam! Nie zaszczepię na nic, nie dam dziecka i nie dam się oszukać wrednym koncernom i szatańskiemu systemowi!”


Po każdej ze stron emocje sięgają zenitu

Oznacza to, że ludźmi zaczynają kierować impulsy. Mówimy zbyt wiele, zbyt głośno, zbyt pochopnie wydajemy sądy. Wściekamy się na siebie, nie zauważając wzajemnie swoich potrzeb. U wszystkich takich samych. Potrzeby troski o swoich bliskich, bezpieczeństwa, sprawiedliwości. A przede wszystkim – potrzeby, aby świat był jasny i klarowny. Abyśmy zawsze wiedzieli, co robić, a gdy to robimy – czuli się z tym w pełni dobrze. Aby odpuścić sobie nagle wszystkie zobowiązania, pójść na imprezę i bawić się do białego rana. Poczuć w sobie tę porywającą beztroskę i pewność swoich sądów. Że Baśka jest niefajna i nie warto się z nią zadawać. A Ania za to jest najfajniejsza z wszystkich i z pewnością NIGDY nas nie zawiedzie. Że Tomek to ten jeden jedyny i już ZAWSZE będziemy razem.

Chwila prawdy – świat dojrzałych dorosłych po prostu tak nie wygląda

Wśród wielu czynników, które składają się na pojęcie “dojrzałości” jednym z ważniejszych jest umiejętność widzenia szarości. Noworodek najpierw widzi tylko jednym okiem w jednej chwili. Sygnały z gałek ocznych przetwarzane są zamiennie. Z czasem mózg uczy się integrować te dwa sygnały i dzięki temu dziecko zaczyna dostrzegać głębię obrazu. Zaczyna widzieć więcej, a świat przestaje być taki prosty. Małe dzieci funkcjonują również w jednym zmyśle jednocześnie. Kiedy płaczą, a my akurat zaczniemy je kąpać natychmiast się uspokajają i cieszą kąpielą. Zwyczajnie zapominają o płaczu, bo nie są w stanie przeżywać dwóch rzeczy w tym samym czasie.

Z biegiem lat dziecko ma coraz większe umiejętności integracji sprzecznych doznań. Jego świat nabiera szarości. Wiąże się z tym szereg profitów, ale najważniejszym jest zdolność do życia społecznego. Osoba, które potrafi odczuwać sprzeczne emocje może być empatyczna nawet do ludzi, za którymi nie przepada. Może się sprzeczać, nie zrywając bliskich więzi. Może cieszyć się wyjściem na imprezę, nie zapominając o tym, że dzieci czekają w domu. Może realizować swoje cele i prężnie działać, mimo że wymaga to wiele trudu i cierpliwości. Może bać się iść na ważną rozmowę, a jednocześnie znaleźć w sobie odwagę, aby jednak to zrobić. Może opiekować się dzieckiem i kochać je bezgranicznie, mimo że załamuje ją widok kolejnej kupy na ulubionych spodniach.

Od strony emocjonalnej i psychologicznej również nasz świat jest na początku czarno-biały. Wszystko jest albo dobre, albo złe. Albo zachwyca, albo odpycha. Z czasem nasze mózgi uczą się widzieć niuanse. Basia, co była taka dziwna, teraz wydaje się całkiem miła, tylko po prostu smutna. Może w domu jej się nie układa. Przyjaciółka aż po grób nadal jest super, ale czasami zachowa się naprawdę niefajnie.

Za tę dojrzałość płacimy utratą zdolności odczuwania czystych, niezmąconych emocji. Rodzi nam się dziecko, ale zamiast potężnej fali nieskażonego niczym szczęścia czujemy radość, pomieszaną z obawami o zdrowie malucha. Na świetnej imprezie bawimy się na całego, ale też gdzieś z tyłu głowy mamy świadomość, że warto wrócić z niej trochę wcześniej, niż przed upragnionym świtem. Przecież jutro przed nami ważne zadania, na których nam po prostu zależy.

Szarość nie jest popularna (chyba, że to szary dres)

Nie podoba nam się, bo odbiera złudzenia. Te złudzenia, które czasami pozwalają nam przetrwać. Może niekoniecznie w super warunkach, ale jednak żyjemy. Słuchamy charyzmatycznych przywódców, dzięki którym wracamy do błogiego poczucia, że “tak” to “tak”, a “nie” to “nie”. Głosujemy na ludzi, którzy odwołują się do naszych emocji i sprawiają, że świat znów staje się klarowny a dylematy moralne znikają. Szukamy lekarzy, którzy mają w sobie 100% pewność tego, co zalecają. Niestety, ten kierunek oddala nas od dojrzałości.

W swoich tęsknotach za beztroską zapominamy, że świat dzieci nie jest biały, lecz biało – czarny. Tyle samo w nim bezkresnej radochy, ile bezdennej tragedii. Życie dojrzałych jest w głównej mierze zrównoważone i harmonijne. Impulsywność – wesoła, smutna czy zła – zawsze pozostanie impulsywnością. I tak jak brakiem równowagi jest rzucanie talerzem o ścianę, tak brakiem równowagi jest kupienie sobie ciuchów za całą pensję, kiedy nas na to nie stać. W świecie dojrzałych zawsze jest miejsce na radość i spontaniczność, ale nie kosztem naszych najwyższych wartości. To świat emocji, nie impulsów. Świat radości, ale nie kosztem innych. Świat miłości, ale nie za wszelką cenę…

Przychodzą takie momenty, gdy sami chcielibyśmy mieć znów w sobie dziecięcą pewność. Chcielibyśmy wierzyć, że szczepiąc naszą córkę dokonujemy jedynego słusznego wyboru. Albo nie szczepiąc jej czuć, że dokładnie tak powinniśmy postąpić. Jak wielu rodziców szukaliśmy desperacko porad w tym temacie. Czytaliśmy, analizowaliśmy, konsultowaliśmy się. Nie tylko hasła w gazetach, lecz raczej duże, rzetelne badania naukowe, metaanalizy, raporty. Słuchaliśmy wykładów wielu mądrych specjalistów. I po tych wszystkich godzinach, spędzonych na poszerzaniu wiedzy i świadomości oboje możemy jedynie zacytować Sokratesa – “Wiem, że nic nie wiem”.

Cokolwiek nie zrobimy, może to zaszkodzić naszemu dziecku. I NIKT nie da nam 100% pewności, że wybór, którego dokonujemy będzie tym, który w 100% ochroni malucha.

Jeśli nie zaszczepimy – córka może zachorować i umrzeć lub stać się osobą z niepełnosprawnością.

Jeśli zaszczepimy – córka może mieć skutki uboczne i umrzeć lub stać się osobą z niepełnosprawnością.

Są dzieci, które mają szereg przeciwwskazań przeciwko podawaniu szczepienia. Są takie, które ze szczepieniem poradzą sobie bardzo dobrze. Tego, w której grupie jest nasz maluch możemy się dowiedzieć tylko ryzykując. Wiele zależy od sytuacji indywidualnej dziecka – w jakich żyje warunkach, czy jest karmione piersią, jak jest poza tym odżywiane, jak wrażliwy ma układ nerwowy. Osobiście znam przypadek naprawdę ciężkich powikłań poszczepiennych. Z drugiej strony statystyki wskazują raczej na sensowność szczepienia. Ale nie wszystkie i na pewno nie odnosi się to do wszystkich szczepień. Pomiędzy nie szczepieniem na nic i szczepieniem na wszystko od pierwszego dnia życia dziecka jest jeszcze szereg innych rozwiązań. Pomiędzy skrajnościami jest jeszcze trochę szarości.

Co zatem robić? Nie wiemy

Ale wiemy, że ten temat to ogromny sprawdzian dla naszej dojrzałości. Zmusza do stawienia czoła bezradności. Skonfrontowania się z faktem, że nie na wszystko w życiu mamy wpływ. Marzymy, aby ktoś dał nam tutaj pewność. Ale kiedy przestajemy już marzyć, patrzymy na naszą ukochaną córeczkę i myślimy sobie:

“Kochanie, zrobiliśmy, co tylko potrafiliśmy, aby dokonać jak najlepszego wyboru i jak najlepiej o ciebie zadbać. Nie wiemy czy robimy dobrze, ale i tak lepiej nie potrafimy. I akceptujemy to wszystko – że możemy popełnić błąd, że mamy w sobie sprzeczne emocje i sądy. Że nie wiemy. A jednocześnie słuchamy swoich wewnętrznych głosów. Skomplikowanego miksu wiedzy naukowej, instynktów i intuicji. I cokolwiek się nie stanie, wiemy jedno – staramy się ze wszystkich sił, ale na pewne sprawy po prostu nie mamy wpływu. A póki co, będziemy starać się zapewnić ci takie warunki, abyś ty również kiedyś mogła zachowywać równowagę, odczuwając jednocześnie wahania, wątpiąc i poszukując. I abyś tym samym mogła stać się dojrzałą kobietą.”

P.S. To, że wiemy czym jest dojrzałość nie oznacza, że zawsze tacy jesteśmy. To akurat wiemy na pewno… po własnym przykładzie.

 

Artykuł ukazał się również na dziecisawazne.pl

„Dojrzałość w rodzicielstwie”

 

Obraz u góry to drzeworyt „Niebo i woda” M.C. Eschera z 1938r. Polecamy wszystkie prace tego artysty – powalające!

Podobne wpisy


  • Joanna Bylinka-Stoch

    Dziękujemy za głos w dyskusji, jak rozumiemy zwolennika/zwolenniczki szczepień. Znamy kilku specjalistów z ogromnym dorobkiem naukowym, którzy z taką samą pewnością wypowiadają się przeciwko szczepieniom, zatem dla nas póki co temat wciąż nie jest oczywisty :)(chociaż o autyzmie akurat nie pisaliśmy, bo zgadza się, że – z tego co wiemy – nie udowodniono tutaj żadnego związku ze szczepieniami). Pozdrawiamy mocno!

  • pigeon_pigeon

    Jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości:
    1. dzięki szczepionkom wyelimilowaliśmy kilka naprawdę poważnych, zagrażających ludzkiemu życiu chorób takich jak ospa prawdziwa(globalnie), polio, odra (w regionie europejskim) To nie slogan kampanii farmaceutycznej, to fakty.
    2. Aby zweryfikować swego czasu popularną pogłoskę o tym, że szczepionki moga powodować autyzm, zrobiono badanie na ponad 500 000 dzieci, które podzielono na dwie grupy( szczepione i nie szczepione szczepionką MMR ) a następnie obserwowano je pod kątem wystąpienia autyzmu czy zaburzeń ze spektrum autyzmu. Różnica między wynikami obu grup nie była na tyle duża by mieć istotność statystyczną, jednak u dzieci szczepionych zaburzenia autystyczne występowały nieznacznie rzadziej.